goniec.com - Strona polskiego magazynu Goniec Polski w Wielkiej Brytanii, Londyn http://www.goniec.com goniec.com - Strona polskiego magazynu Goniec Polski w Wielkiej Brytanii, Londyn, polonia w anglii, polacy w anglii, polski tygodnik w anglii, migracja, polacy na wyspie, praca w anglii, ogloszenia, dam prace anglia - i wiele innych - to wszystko n pl http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_emigracja_zarobkowa%2C_sytuacja_dla_mnie_nowa.html http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_emigracja_zarobkowa%2C_sytuacja_dla_mnie_nowa.html Emigracja zarobkowa, sytuacja dla mnie nowa Dwóch facetów. Tak innych, a jednocześnie napędzanych podobnym paliwem, dysponujących porównywalną pasją poszukiwania nowych ścieżek, imperatywem schodzenia z utartych szlaków. Mający zapewne inne motywacje, ale będący konsekwentnymi w stwarzanym przez siebie uniwersum. Wyspiarze - Pan Witek z Atlantydy i Patyczak. W środku lat osiemdziesiątych na jednym z budynków Wydziału Nauk Społecznych poznańskiego uniwerku ktoś wymalował sprayem dość konkretne wezwanie: Strzelaj albo emigruj!. Sens tego napisu był raczej żaden: paszporty odbierało się wówczas w milicyjnych biurach paszportowych i zanim stałeś się człowieku posiadaczem granatowej książeczki, to musiałeś się określić, dokąd i po co chcesz jechać. Pomysł wyjazdu na Zachód ot, tak sobie był uznawany przez władze za szkodliwą fanaberię. Od biedy mogłeś jechać do NRD, bratniej Czechosłowacji czy na Węgry. I tyle. No, chyba że byłeś Kapuścińskim. Albo zapisałeś się do zespołu tańca ludowego. Gdyby wtedy powiedzieć komuś, że zwykły dowód osobisty niebawem uprawni człowieka do przebycia La Manche nikt by nie uwierzył, a człowiek zyskałby z pewnością łatkę mitomana. Co do strzelania, to rzecz była jeszcze trudniejsza. Wprawdzie dałoby się wtedy wyselekcjonować listę konkretnych celów, ale jedyną dostępną bronią były wiatrówki na objazdowych strzelnicach stanowiących część tzw. wesołego miasteczka. Pidżama i brudne dzieci Sida Autorem Strzelaj albo emigruj był prawdopodobnie Patyczak. Jakoś nigdy go o to nie zapytałem, ale nie popełniam chyba nadużycia przypisując mu ten czyn. Patyczak już wtedy znany był dość szeroko w kręgach anarchistyczno-wegetariańsko-alternatywnych, już wtedy (Wikipedia podaje rok 1997, al... Wyspiarze 2010 http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_odsiadka_bez_wyroku.html http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_odsiadka_bez_wyroku.html Odsiadka bez wyroku Dwa lata temu brytyjski rząd obawiając się przeludnienia w więzieniach zaczął wcześniej zwalniać niektórych przestępców. Teraz z pomysłu rezygnuje, bo zwolnieni wracają na państwowy wikt, a opozycja nazywa to rozwiązanie skrajną lekkomyślnością. Tymczasem w tych samych więzieniach siedzą też ludzie, którym wyroki dawno się pokończyły obcokrajowcy. Projekt przedterminowego zwalniania wprowadzono w życie w 2007 roku, dokładnie w chwili, gdy wydawało się, że innego wyjścia nie ma. W weekend poprzedzający amnestię w samej tylko Anglii i Walii za kratami przebywało 80 tys. 951 więźniów. Dodatkowych 400 zajmowało cele policyjnych dołków czekając w kolejce po swoją pryczę. W całym systemie penitencjarnym Wielkiej Brytanii było jeszcze 100 dodatkowych miejsc, które trzymano dla tymczasowo zatrzymanych. To niewiele w kilka dni mogło dojść do sytuacji, że przestępców aresztować trzeba, ale nie ma gdzie ich trzymać. 18 dni wcześniej End of Custody Licence nie był żadną rewolucyjną amnestią. Załapali się na niego skazani na kary od czterech tygodni do czterech lat, z wyłączeniem sprawców poważnych zbrodni, przestępców seksualnych oraz... obcokrajowców. W normalnych warunkach brytyjski system prawny pozwala skazanym ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po odbyciu przynajmniej połowy kary. End of Custody Licence Scheme dał możliwość zwalniania ich warunkowo do 18 dni przed tą datą. Z pozoru nie robiło to dużej różnicy, ale w skali całego kraju pozwoliło trochę przewietrzyć system penitencjarny. Od tego czasu z amnestii skorzystało 76 tys. 886 osób, z czego ponad 2,5 tys. wróciło za mur na skutek złamania warunków zwolnienia. Stanowi to zaledwie 3 proc. Dalsze półtora t... Kontrowersje http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_boj_o_skarb_polskiego_karla.html http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_boj_o_skarb_polskiego_karla.html Bój o skarb polskiego karła Historia ta przypomina co najmniej remake powieści Pra Lagerkvista. Urodzony pod Haliczem Józef Boruwłaski zrobił zawrotną karierę dzięki swemu nikczemnemu, nieprzekraczającemu metra wzrostowi. Za życia polskiego karła gościły najznamienitsze europejskie dwory, a teraz, 173 lata po jego śmierci o spadek po nim kłócą się radni hrabstwa Durham na północy Anglii. Spadek jest naprawdę imponujący. Polski karzeł pozostawił po sobie w swoim ostatnim domu w Durham kolekcję obrazów olejnych, herbów, pieczęci i szat. Łączna wartość wszystkich artefaktów wystawionych w ratuszu miasta oceniana jest na grube miliony. Nie dziwi więc, że kiedy samorząd hrabstwa wyznaczył do pilnowania skarbu nowe ciało, stara organizacja Chartered Trust postanowiła nie poddawać się bez walki. Jej działacze twierdzą, że skarb należy do mieszkańców miasta Durham i obawiają się, że radni hrabstwa rozproszą to historyczne dziedzictwo po całym regionie. Grunt to dobra protekcja Józef Boruwłaski, znany też jako Joujou, urodził się w roku pańskim 1739 za panowania Augusta III Sasa. Niezwykle niski chłopiec szybko wpadł w oko starościny de Caorlix i został przez nią adoptowany. Kiedy jego pani wyszła za mąż, jej przyjaciółka Miecznikowa Wielka Koronna Hrabina Anna Humiecka postraszyła ją, że kobieta, która widuje karła, sama karła może urodzić. Tak oto Boruwłaski zmienił swoją protektorkę i wraz z nią wyruszył na podbój Europy. Razem z mogącą się pochwalić znajomością z najznamienitszymi rodami starego kontynentu hrabiną Humiecką mierzący sobie w wieku 15 lat zaledwie 64 centymetry Boruwłaski odwiedził Wiedeń, gdzie został przedstawiony jedynej kobiecie władającej imperium Habsburgów Marii Teresie. Młody, lecz niezwykle dobrze wychowany człowiek w... Historia http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_ekstremalne_piekno.html http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_ekstremalne_piekno.html Ekstremalne piękno Polak, Anglik i Pakistańczyk wybrali się w górzysty region Pakistanu... Jak opowiadają, z jednej strony była to przygoda ekstremalna, z drugiej pełna urzekającego piękna. Przywieźli całe mnóstwo dowodów w postaci fotografii. Można je obejrzeć w galerii Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie. Pakistan kojarzy się przeciętnemu Europejczykowi z niestabilnym i niebezpiecznym krajem, w którym co rusz wybuchają polityczne konflikty, trwa walka z terroryzmem i islamskimi fundamentalistami, a problemy rozwiązuje się za pomocą zamachów. Polacy spotykają się z Pakistańczykami w Wielkiej Brytanii na każdym kroku w lokalnych sklepikach, w metrze, w kioskach z gazetami i w agencjach nieruchomości. Mimo że obie mniejszości są jednymi z najbardziej licznych na Wyspach, najczęściej znamy się tylko z widzenia, a widzimy się poprzez niezbyt przychylne stereotypy. Jak jednak udowadniają autorzy wystawy Extreme Beauty. The Photographic Journey through Pakistan, kraj ten to przede wszystkim fantastyczni, gościnni mieszkańcy, zapierające dech w piersiach pejzaże i barwne kontrasty, które wprawiają gości z Europy w stan niemal ekstatyczny. Shahrukh Shahid, Donald H. Wilson i Cezary Olszewski wybrali się w podróż po północnym Pakistanie, w okolice przepięknej doliny Hunza położonej u stóp Himalajów. To, co tam zobaczyli, przenieśli na cyfrowe matryce swoich aparatów i przywieźli do Londynu. Wystawa ich zdjęć w POSK-u na Hammersmith jest jeszcze jedną szansą na poszerzenie własnych horyzontów. Dostrzegli to również szacowni goście wernisażu ambasador Pakistanu Wajid Shamsul Hasan oraz konsul do spraw Polonii Jakub Zaborowski. Polska i Polacy są dla nas wzorem w walce o własne prawa i ... Podróże http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_szczeniece_lata.html http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_szczeniece_lata.html Szczenięce lata Najpierw były panienki na wydaniu. Później pojawiły się podlotki. Wreszcie na zapanowały nastolatki i postanowiły mieć fun. Ale czy jest to rzeczywiście zabawne? Panienki na wydaniu grały na fortepianie i trzepocząc rzęsami śpiewały Modlitwę dziewicy: Męża chcę, męża chcę, męża chcę... Miały jasno określony cel i szybko chciały wyjść za mąż, aby być samodzielne. To znaczy niezależne od rodziców, bo w praktyce oznaczało to zależność od męża. Pisklęta poza gniazdem Po pierwszej wojnie światowej pojawiły się flappers. Słowo to pochodziło od pisklęcia machającego skrzydłami (flapping the wings), by wylecieć z gniazda. Nie ma jednoznacznego tłumaczenia tego słowa na polski. Najbliższe jest chyba określenie podlotki, ale ono nie ma tak jednoznacznie kulturowego i określonego czasowo znaczenia, jak było właśnie z flappers. Pojawiły się one na początku lat dwudziestych XX wieku. Były wyzwolone. Z gorsetów, długich sukien, włosów upiętych w kok. Nosiły proste sukienki, bez zaznaczonej talii, kończące się gdzieś w okolicy kolan, włosy obcięły na krótko, paliły w miejscach publicznych papierosy, jeździły automobilami, chodziły do klubów, by słuchać jazzu, tańczyć i pić koktajle. Romansowały, prowokowały, bawiły się. To kobiety z książek Scotta Fitzgeralda, takich jak Great Gatsby czy Czuła jest noc. Flappers zniknęły wraz z pojawieniem się wielkiego kryzysu, kiedy na nowo trzeba było być poważnym i dorosłym. Taka postawa była też konieczna w czasie wojny. Wiecznie młode nastolatki Po raz pierwszy słowo teenager zostało użyte w 1953 roku. Wkrótce na nastolatki zapanowała moda, tak jak i na rocknrolla. Do Polski przywędrowały nieco p... Felietony http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_asda_ujmuje_sie_za_imigrantami.html http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_asda_ujmuje_sie_za_imigrantami.html Asda ujmuje się za imigrantami Sieć supermarketów Asda będzie teraz wymagać od swoich dostawców, żeby dobrze traktowali i godziwie płacili swoim pracownikom. Chodzi przede wszystkim o zrównanie płac pracowników agencyjnych z etatowymi. A przez agencje zatrudniani są przede wszystkim obcokrajowcy. W głośnym ostatnio dokumencie telewizji BBC Dzień, w którym wyjechali imigranci właściciel pola szparagów we wschodniej Anglii tak wyjaśniał, dlaczego musi zatrudniać obcokrajowców, którzy godzą się pracować za mniej niż Brytyjczycy: Moich kontrahentów, którymi w większości są supermarkety, nie obchodzi, ile płacę robotnikom. Oni płacą dostawcom tę samą stawkę. Jeśli zapłacę więcej ludziom, szybko wypadnę z interesu mówił. Wszystko wskazuje na to, że wkrótce zostanie zmuszony do zmiany swoich zasad. Gorące buty a unijne prawo Tak się to właśnie kręci. Konkurujące ze sobą supermarkety obniżają ceny na półkach i płacą mniej dostawcom. Ci z kolei, żeby utrzymać się na rynku, odbijają to sobie na pracownikach. Jak? Sposobów są setki od płacenia nielegalnie niskich stawek, poprzez oszukiwanie na nadgodzinach aż do przypadków naprawdę skrajnych. W jednej z fabryk skontrolowanych na zlecenie Komisji ds. Równości i Praw Człowieka pracownicy zmuszani byli do odbijania karty, gdy szli do toalety, bo pracodawca nie chciał płacić im za ten czas. W innej wprowadzono tzw. gorące buty mowa o obuwiu ochronnym, które pracownicy dziedziczyli po innych, właśnie kończących zmianę. Bo zaoszczędzać można na wszystkim, nawet jeśli w grę wchodzą pensy. Zdaniem ekspertów z Komisji ds. Równości i Praw Człowieka, która od dwóch lat bada zjawisko, najgorszy pod względ... Praca http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_nadgodziny_za_nic.html http://www.magazyn.goniec.com/artykul/315_nadgodziny_za_nic.html Nadgodziny za nic Kochamy je, gdy nam za nie płacą. Nienawidzimy, kiedy niczego za nie nie dostajemy. Często jednak sami je bierzemy, rzekomo nieświadomie. Oto cały paradoks nadgodzin. Jak byśmy zareagowali, gdyby nasz pracodawca poprosił nas o dobrowolną dotację dla firmy w wysokości kilku tysięcy funtów? Najprawdopodobniej większość z nas potraktowałaby to jako niesmaczny żart. Jak się jednak okazuje, takie prezenty swoim szefom robi z roku na rok coraz więcej brytyjskich pracowników. Oczywiście nie w gotówce, lecz poprzez nieodpłatnie przepracowane nadgodziny. Przynajmniej pięć milionów osób powinno za nie zarobić dodatkowo około pięciu tysięcy funtów w skali rocznej. Jak można się jednak spodziewać, nikt się po te pieniądze nie zgłasza. Tak się jakoś uskładało Być może łatwiej byłoby nam sobie uświadomić, ile czasu oddajemy w prezencie naszemu pracodawcy, gdyby wszystkie tygodniowo przepracowane nadgodziny zgromadzić pod postacią jednego dodatkowego dnia pracy. Zazwyczaj jednak składa się na nie patchwork utkany z nadprogramowych minut i kwadransów, które traktowane oddzielnie raczej nie są w stanie zmącić naszego spokoju. Nigdy nie traktowałam tego w ten sposób, że robię coś przeciw sobie mówi Edyta, która od dwóch lat pracuje jako asystentka nauczyciela w jednej z londyńskich podstawówek. Jak sama przyznaje, praca z dziećmi zawsze sprawiała jej przyjemność i jakoś nigdy nie przeszkadzał jej fakt, że szkole poświęca często swój prywatny czas. Teoretycznie Edyta powinna pojawiać się w pracy na pół godziny przed przyjściem dzieciaków. Tyle, że te pół godziny zazwyczaj nie wystarczy, więc w szkole i tak jestem znacznie wcześniej mówi. W tym czasie mus... Temat numeru